..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
   » Menu

   » Recenzje

   Szukaj
>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago

   Statystyki
userzy w serwisie:
gości w serwisie: 0

Wilk.



-Panie ! Uchroniłeś mnie od śmierci. Cóż mogłbym zrobić dla ciebie ?-Zapytał Barczysty łowca
-Mattenie-począł Szary kot - Weź to dziecie, opiekuj sie nim najlepiej jak potrafisz. Nie pytaj po co, dlaczego i jak. Nic nie musisz wiedziec.
-Jak każesz panie. Czy to wszystko ?-zapytal łowca
-Nie-odpowiedzial Kot-nazwiesz je moim imieniem. Znowu prosze nie pytaj dlaczego, po prostu zrób to.
-Jak każesz. Okazuje dozgonną wdzięczność Gadbadionie-ukłonił sie łowca

***************************


-Hej ! Paskudny brudasie-Zakrzyczal krzepki, slomowlosy młodzieniec
-A kimże to była twa zapchlona maciora wieprzu zes smial odezwac sie do mnie -Bez wahania odpowiedzial mu wysoki, szczuply mlodzieniec o siwych, spietych w kite wlosach siegajacych ramienia oraz nieokreslonym kolorze oczu. Przez plecy przewieszony mial miecz. Ostrze wykute z dobrej stali, klinga zlocona gdzieniegdzie. Ubrany w zielony kostium zwiadowcow. -Wciaz czekam na twa odpowiedz obwiesiu-kontynuowal. Oczy blondyna niemal zaswiecily sie ze wsiekłości.
-Zginiesz chamie !-zakrzyczal po czym uniósł wyżej trzymany w rękach topór o szerokim ostrzu.
-Posluchaj. Nie wiem czego chcesz ode mnie, ać nie szukam zwady. Zejdzcie mi z drogi-krótko odrzekl w odpowiedzi na groźbe szary.
Nazywam sie Grimm-poczal mężczyzna o słomianych włosach.-Chce twój miecz. Oddaj albo zginiesz- ponownie zagrozil
-Wyjątkowo niemiło cię poznać Grimmmie.-parsknął Szary.-Jestem Gadbadion. Obawiam sie, że pozostane jedynym który przez kolejne piętnaście minut trzymał będzie ten miecz. Jestem pewien również, iz pozostanie tak dłużej. Jeśliś zaś, niewyuczonym z domu, kmiocie, to powiem ci, że zginie każdy kto sprobuje go mi odebrać-skwitowal.
Oczy Grimma zapłonęły gniewem, mięśnie napięły, a na rece wypełzły czerwone żyły.
-Zginiesz zuchwalcze !-zakrzyknął tocząc piane z ust-Geddro, Minsk, Eedeer. Brać go !
Trzej towarzyszy Grimma ruszyło do walki. Gadba obejrzał okolice. Był już daleko od wioski. Raczej nikt nie przerwie walki. Nie bał sie starcia, sądził po prostu, że niczemu nie przysłuży sie śmierc czterech ludzi.
Szybkim, rzekłbyś kocim ruchem dobył miecza przewieszonego przez plecy. Począł spogladać na napastników. Geddro, brudny oprych. W dłoniach dzierżyl długi, umazany w bebechach sztylet. Minsk był wielki i łysy. W dłoniach spoczywał mu wielki drąg. Eeder jako jedyny uzbrojony był w miecz, jako jedyny też ubrany był schludnie i prawdopodobnie nie śmierdział.
-Biegną jak dzieci atakujące mrowisko-Przeszło mu przez myśl.-W sumie nie będzie z nimi problemu. Nie minął ułamek sekundy podczas jego przemyśleń. Błyskawicznie uchylił sie przed ciosem sztyletu mierzonym w jego prawy bok. Ciął w piruecie wielkiego Minska który w zamysłach miał strzaskac mu głowe sporym drągiem. Ten padł na ziemie z rozcietym na głebokośc dwóch palców gardłem brocząc zeń strumieniami czerwonej cieczy. Eeder z trudnością odbił jego sztych, zachwiał sie jednak i tylko nadciągajacy Grimm z toporem w ręku odwlekł jego śmierć. Szarowłosy schylił sie nad ostrzem topora gnącym ku jego karku, wyprowadził pchniecię wprost ku sercu Grimma. Ten padł natychmiast, już jako zewłok na ziemie. W mgnieniu oka oprych ze sztyletem jęczał, pozbawiony dłoni w której dotychczas trzymał broń. Chwile potem zmarł po silnym ciosie w czaszke Eeder przybral postawe w której jak sądził miał marne szanse sie obronić.
-Odejdz Eederze-nakazal Gadba.
-Ale...-zaprotestował Eeder
-Odejdź, daruje ci życie. Jednak wiedz, że jeśli zobacze cię raz jeszcze, niechybnie zamienie cie w gnijacy zewłok, jak też to postąpiłem z tymi trzema-parsknął Gadba czyszcząc miecz o łachmany jednego z zabitych.
Eeeder odbiegł z szarym kolorem twarzy w kierunku wioski. Gadba powoli począł wchodzić w dębowy las.
-Gadba, powiedz dlaczego go nie zabiłeś ?-kobiecy głos doszedł gdzies z prawej strony scieżki.
- Dobrze wiesz przyjacielu. Nie przepadam za śmiercią. Tamci trzej nie mieli żadnej przyszłości. Eeder zaś mial w sobie nieco aury.-odrzekl Gadbadion. Zza jednego drzewa wychynęła sie zielonowlosa postac. Coś na kształt driady, jednakże ludzkich rozmiarów o zgniłozielonym, drzewnym kolorze skóry. Najdziwniejsze w owej istocie były oczy. Jakby wężowe. Wielkie i ciemnożółte. Jadowite rzekłbyś. Wprawialy w drżenie najtwardszych mężów.-Nekeletio-kontynuowal młodzieniec- Jeśli chcesz abym zabijał wszystkich na swej drodze to sie rozczarujesz.
-Ależ nie mój władco, zastanawiam sie jednak, czy byłbyś w stanie pokonać tego chłopca.-szyderczo uśmiechnęła sie-Widziałam jak sparował twoje pchnięcie, gdyby nie ten głupiec z toporem leżał byś i ty tam, pojąc ziemie swą krwią.
-Neke... znowu zaczynasz-niespodziewanie odezwal sie miecz, wiszący na plecach młodzieńca.-Byłem nieco bliżej całej sytuacji i zapewniam, że głupstwa prawisz.-
-Phi !-parsknęła driada po czym zniknęła na ponów głeboko w lesie.
Gadba zarechotał pod nosem
-Co za babsztyl... - zamruczał, na co miecz na jego plecach zarechotal niczym szaleniec.
-Slyszalam to !- Dosłyszeli obaj z oddali.

*******************


Gadbadion milcząc siedział wpatrując sie w płomienie. Myślał. Nie pamiętał zbyt wiele ze swej przeszłości. Wychowal sie w gestym lesie, pod okiem pewnego łowcy. Nie znał ojca ni matki. Jego opiekun nigdy nie wspominał o nich. W końcu zginął zaatakowany przez wielkiego wilka podczas nocnego patrolu. Gadba nie raz widywał jak jego przybrany ojciec obcuje z wilkami, które miast rzucić sie na niego, wręcz doń sie łasiły. Zwierze, które go zaatakowało, nie mogło być zwykłym wilkiem. Gadba widział je. Miało potężną wręcz aurę. Byle zwierz nie byłby w stanie zagrozić tak doświadczonemu Łowcy jakim był jego ojciec. Doskonale ją pamiętał. Była ciemnoniebieska. Niemalże granatowa. Czuć w niej było zło, lecz nie do końca owym złem była pochłonieta. Gadba żył dalej, tak jak pragnął jego ojciec. Szukał owego stworzenia. Jednak nigdy nie znalazł. Wiódł życie Łowcy, szkoląc sie w wojowniczym rzemiośle, jak i zarówno w sztuce nasłuchiwania i krycia w cieniu. Żyjąc tak, oszalałby w samotności. Towarzystwa wciąz prócz zwierząt dotrzymywał mu miecz otrzymany w spadku po ojcu Demon wkuty w jego ostrze miał dar mowy i posiadał całkiem głeboki umysł. Uczył młodego Łowce szermierki, sam doskonale znajac sie na rzeczy. Gadbadion wiódł takowe życie do pewnego wydarzenia. Gdy mijał już rok dwudziesty siódmy jego życia, napotkał podczas patrolu grupę oprychów atakujących driade. Miłując leśne stworzenia dużo bardziej niźli wszelkie ludzkie, pomógł tej, a ona przysiegła odwdzięczyć sie mu. Po roku w trójkę opuścili dom Łowcy, w lesie bowiem pojawili sie Elfowie i nie trzeba było już Łowcy który dbał by o równowage w nim. Po pięciu latach tułaczki po róznych krajach nadal nie udało mu sie odnaleźć śladu owej aury. Jednak nie przestawał szukać.
-HA HA !-krzyknął miecz przerywajac rozmyślania młodzieńca.-Nekke wraca, dość szybko. Chyba znów nadarza sie okazja do zarąbania jakiegoś dupka-zarechotał. Głową w dół, po pniu drzewa zeszła driada.
-Coś nas śledzi-powiedzila siadajac z dala od ogniska
-od trzech dni Nekeletio-odrzekł jej Łowca-czyżbyś utraciła swą czujnośc ?-zapytał z sarkazmem
-Własciwie to od pięciu Genialny łowco-parsknęła dumnie driada. Po twarzy Łowcy przebiegł wyraz podziwu.
-Taaaaaak-zaryczal miecz-mam nadzieje, ze to przeciwnik lepszy niźli ci wczoraj.-Driada pogardliwie spojrzała na miecz.
-Gadba, chciałabym, abyśmy go sprawdzili.-rzuciła-w tej chwili. Było ciemno. Jedynie ognisko oświetlało ich twarze.
-Nekke-począł-zgadzam sie, skoro sądzisz, że to coś poważnego, chodźmy teraz.
-Taaaaaaaaaaaaaaaaaak !-zagrzmiał miecz.

*******************


Ciemność była ostatnią rzeczą jakiej obawiali sie w lesie. Driada, tu czuła sie niczym we własnym domu. Gadba żył w lesie przez 28 lat. Jego miecz najmniej interesował się tym, gdzie bedzie miał okazje zatopić sie w ciele jakiejś istoty. Nekke zniknęła im z oczu. Postanowiła, że zajdzie osobnika od tyłu. Gadba wraz z mieczem niepostrzeżenie zbliżali sie. Człowiek bełkotał coś do siebie leżąc oparty o drzewo. Przed nim wesoło płoneło ognisko. Gadba nie bał sie. Wyszedł naprzeciw mężczyźnie.
-Kim jesteś ? Dlaczego nas śledzisz ? -zapytał groźnie i gwałtownie
-Je-ste-m Wie, wie, wie-dźmin-wybełkotał po pijacku, parskajac wokół śliną.-Wca-le was nie śle-dzęeeeee- pobełkotał po czym zapdł w głęboki sen.
-Nekeletio-zawołał Gadba-Zabieramy go stąd.

*******************


-Igryku, przestań narzekać-ciągnęła Driada pouczając miecz- Nie wolno zabijać nam wszystkiego wokoło, w dodatku jeśli nie jest to w stanie sie bronić.
-NIEEEEEEEEEE-zagrzmiał miecz- To coś jest wiedźminem. Przy pierwszej okazji sprobuje wbić nóż w plecy tobie, nie mówiąc o tym co zechce zrobic mi. Powinnismy go zabić-Kontynuował zbulwersowany miecz.
Igryk-warknął Gadba- Zamilknij !-nakazał co wywołało u Igryka nagły przypływ pokory. Driada zaśmiała sie cicho po czym pokazała zielony język w kierunku ŻywoMiecza.
Wiedźmin począł sie budzić.
-Aaaa-zajęczał-moja głowa !- otworzył szerzej oczy i nie minał ułamek sekundy, a stał już na szeroko rozstawionych nogach trzymajac w dłoni nieduży sztylet schowany dotychczas w cholewie buta.
-ha ha ! -zaryczał Igryk ŻywoMiecz leżący w ręku Łowcy -Szybki Skur...-zaklął-Ale bedzie ubaw- Wiedźmin wybałuszył gały na mówiący miecz.
-Cóż za diabły ??-zapytal nie wiadomo kogo-Czego ode mnie chcecie ? -tym razem do Łowcy.
-Pytanie zadam jako pierwszy ja-odpowiedział mu Gadba-Dlaczego nas śledzisz ?
Wiedźmin skrzywił sie. Na pierwszy rzut oka, nie był w najlepszym stanie do walki. Krasnoludzka gorzałka chyba okazała sie ponad jego siły, a na nogach trzymał sie dość niepewnie.
-Nie śledziłem was. Podążaliśmy tą samą jedynie drogą. Nie pragne nic od was i wolałbym, aby pozostało tak i tęz z waszej strony.-odpowiedział
-Zabijmy go ! Zabijmy !-krzyczał podniecony miecz.
-Rozumiem.-począł Gadba- Możesz odejść bądź podróżowac z nami do Mroigs, jeśli tam pcha cię trakt.
-Więc stajemy sie towarzyszami. Nazywam sie Reladien.-rzekł Wiedźmin.Przez jego lewy policzek przebiegała głęboka blizna, makabrycznie poruszająca się wraz z każdym słowem.
-Na imie mi Gadbadion. Żywomiecz to Igryk , ta Pani która spogląda na ciebie z drzewa to Nekeletia.-przedstawił wszystkich Gadba podajac ręke Reladienowi.
-Wybacz, ale nie uścisne ci dłoni-parsknął zbulwersowany miecz.

*******************


-Eeeee, to znaczy zabijasz potwory ?-zapytała Nekeletia podążając u boku Reladiena.-czy ja też jestem potworem ?
-Nieeee-odpowiedzial wiedzmin.- Ty nie starasz sie wyrządzić nikomu krzywdy. Ścigam stwory nieco innego usposobienia. Wilkołaki, wyverny i inne paskudztwa.
-To napewno ciekawe zajecie prawda ?-naiwnie pytała Driada
-Czy ciekawe ? Nie wiem. Nie miałem innego życia. Nie wiem czy to jest ciekawe w porownaniu z innym.
Maszerowali z milczeniu. Igryk na plecach Gadby bacznie obserwował ruchy Reladiena. Ten szedł nasłuchując. Coś niepokoiło go. Driada znikła wśród drzew. Wiedźmin powoli zbliżył sie do łowcy.
-Slyszysz to ?-zapytał
-Słysze.-odpowiedzial Gadba-jak nazywacie to coś ?
-Zwiemy to Zetriendenem, po waszemu Drzewołazem.-skrzywił sie Reladien- Jest bardzo niemiłym stworzeniem. Uważam, że Nekke powinna zejść z drzew. Może być w niebezpieczeństwie.
Gadba zatrzymał sie, zamknął oczy i stanął nieruchomo.
-Walczy z nim- krzyknął-Biegiem ! W tamtą strone- nakazał.
-Muahahah-zaryczał Igryk-Na pohybel drzewiakowi !!!

*******************


Driada leżała przykuta do ziemi przez ludzkich rozmiarów stwora. Stwór ów był jakby hybrydą człowieka, tygrysa i jeszcze jakiegoś nieokreślonego zwierza. Poruszał sie na czterech kończynach, doskonale przemieszczając sie z drzewa na drzewo dzięki bardzo długim łapom, przypominajacym ludzkie dłonie jednak o znacznie grubszych i dłuższych palcach, którymi w stanie był objąc dość szeroki pień. Pysk, charakterystyczny dla tygrysów, wyposażony miał w wielkie kły długosći kciuka rosłego męża. Był masywny, a zarazem niesłychanie zwinny i szybki. Stwór mógłby zadać śmierć Driadzie jednym ciosem mocarnej łapy, jednakże rozpoznajac w niej leśne stworzenie zawahał sie na moment. Dokładnie oglądając Nekeletie wielkimi, kocimi oczyma dosłyszał nadbiegającego człowieka. Człowiek ten, poruszał sie tak cicho, że żaden osobnik ludzkiego gatunku nie dosłyszał by go tuż za swymi plecami. Wielki łeb Drzewołaza odwrócił sie w kierunku nadciągającej odscieczy. Uwolnił on Driade z unieruchamiającego uścisku, wskoczył na wielki dąb i szybciej niż potrafiła ona sama, zniknął wśród gigantycznych konarów.
-Gdzie on jest-szepnął Gadba pojawiając się bezszelestnie dzierżąc w ręku Igryka, zaraz zanim niemal równie cicho pojawił sie Wiedźmin.
Driada skinieniem głowy wskazała drzewo na którym skrył sie Drzewołaz.
Łowca rozglądajac się zapytał cicho - Reladienie, czy możliwe jest, że on uciekł ?
-Nie-odpowiedział mu Wiedźmin rozwiewając złudzenia. Począł spokojnie wykonywac gesty palcami.
Cała czwórka zamarła w milczeniu rozgladając sie dookoła. Gadba był zdenerwowany, był to widok dość niecodzienny przez co Igryk również począł sie niepokoić. Driada dopiero otrząsając sie z szoku, stała przygarbiona czekając na atak. Jedynie Reladien wydawał sie nie przejmować całą sprawą. Oburącz dzierżył wiedźmiński miecz. Jego oczy zmieniły wygląd. Twarz posępniała, stała sie znacznie mniej ludzka, wykrzywiona w dziwnym grymasie. Powietrze zawirowało pod wpływem nagłego ruchu. Gadba nie widział nic, nic również nie słyszał. Sekunde poźniej zmuszony był wykonać desperacki unik. Nic nie uratowało by jego życia gdyby drzewo nie wydało z siebie stękliwego dzwięku, kiedy to Drzewołaz odbił sie od jednej z jego gałęzi kierując się z niewyobrażalną predkościa wprost ku ziemi, w miejsce gdzie stał Łowca. Ziemia zadrżała kiedy masywne cielsko padło na nią. Na nieszczęście dla całej czwórki nie wyrządziło to mu żadnych szkód. Stwór wstal nieco zdezorientowany niemożliwym dla człowieka ruchem wykonanym przez Łowce. Powiadają, iż kiedy Drzewołaz atakuje cię skacząc ku ziemi, nie masz już czasu na modlitwe. Łowca przetoczył sie po leśnym poszyciu po czym błyskawicznie stanął na rozstawionych nogach pewnie trzymając w ręku miecz. Czekał na atak, sam bowiem nie potrafił zdobyć sie na ten zuchwały czyn. Patrzył wprost w oczy nieruchomego stwora. Zauważał w nich ten sam typ zdziwienia jakie sam odczuwał. Ślepia jego, posiadały tę samą, niemożliwą do określenia barwę. Wiedzmin nie przestawal gestykulowac palcami. Gadba opuścił miecz. Reladien, o normalnych już oczach i facjacie ogladał tą scene z zapartym tchem. Mieśnię na łapach drzewołaza napięły się. Skoczył z impetem. Nie jednak w strone któregokolwiek z nich jednak wprost ku koronie wielkiego dębu, z którego zeskoczył chwile temu.
-Odszedł- rzekł Zabójca potworów z ulgą w głosie. - a ty... O mały włos nie zginąłeś... Uważaj na siebie, nastepnym razem może ci sie nie udac.-roześmiał sie z wiadomych jedynie sobie przyczyn.

*******************


Wielki, szary Warg przemierzal zasnieżone, lesne ostepy, pewnie stawiajac lapy w terenie na którym bał by zjawić się jakikolwiek z ludzi. Najdziksze i najniebezpieczniejsze zwierzęta, pomijajac oczywiscie gatunek ludzki, ktorego nie spotkalbys w Lesie Armoth, drżaly wręcz na jego widok. Wsrod lesnej, zarowno fauny jak i flory, pojawienie sie owego osobnika wzbudzalo nieliche zaciekawienie, tudziez, a nawet czesciej groze. Wielki szary wilk przysiadł na skraju lasu, obok wielkiego jak on sam glazu leżącego tóz nad skarpą, za która widac było przepaść prowadzącą w mroczną otchłań. Wydal z siebie dzwiek. Dzwiek ów, istny skowyt, zmrozil by serca calej armii najbardziej nawet zdyscyplinowanych i meznych wojakow. Las niemalze zatrząsł się. Powietrze zawirowało.

*******************


Łowca ruchem, rzekłbyś kocim, zerwal sie ze swego legowiska, majacego chronic go przed piekielnym mrozem panujacym w okolicy. W jego ręku blysnal miecz, w oczach zaś szalenstwo.
-Ep Wereg-ze zgroza jeknął rosły tubylec. Zaiste, mrożącym krew był widok Niestrudzonego mężczyzny, wielkiego jak niedźwiedź w dodatku żyjącego w tej okolicy od urodzenia i obcujacego na codzien z wilkami, tak przejętego grozą spowodowaną jedynie wyciem owego drapieżnika.
-Idziemy- z werwą, której zabrakło wszystkim wokół, zakrzyknal Gadba.
W odpowiedzi Wiedzmin przewrócił się na drugi bok, Nekke przysiadla zrezygnowana, a wielki przewodnik wydał się straciź zupelnie zycie, poza tym, że co raz obłoczki pary wydobywały sie z jego szeroko otwartych ust. Gadba, nie zwracając uwagi na pozostałych członków drużyny, oraz donośne zrezygnowanie ŻywoMiecza bez wahania rzucil sie w kierunku z ktorego chwile wczesniej doszedl go straszliwy dzwiek. W jego slady, nawet nie chwile pozniej, rzucila sie driada. Skacząc z drzewa na drzewo, tak delikatnie, iz nawet najmniejsza ilosc drobnego puchu nie zostala strzaśnięta z igliwia. Momentalnie rozbudzil sie Reladien, o oczach gorejących rzekłbyś i twarzy wykrzywionej w piekielnym grymasie. W reku ściskał swój Tandetny miecz. Niechybną, stwierdził by każdy imitacje wiedźminskiego. Przygarbiony niczym drapieżca ruszył bezszelestnie w ciemnosc, gdzie chwile wcześniej zniknęli jego przyjaciele. Gdyby dostrzegł go teraz jaki człek niecywilizowany, zrazu gotów wziąć go za demoniczny pomiot, tak ów wyglądał niemalże sunąc po snieżnej nawierzchni, z prędkoscia nierealną dla jakiegokolwiek humanoida.
-Skąd wiesz gdzie podążać ? - nerwowo zapytała driada przeskakujac z pnia na pien, niewyobrażalnie wielkich jodeł.
-Czuje go... - odrzekł pochłoniety myślami.
Łowca zatrzymał sie.
-On... Zniknął - wybełkotał z niedowierzaniem. Na drzewie, tóz nad nim przysiadla driada.
-Patrz !-szepnęła.
Oto bowiem, przy wielkim kamieniu, zaraz na skraju lasu leżała, z twarza w sniegu, odziana w białe szaty, drobna niewiasta. Odzienie jej, wyjątkowo lekkie jak na tą pore nosiło liczne ślady pazurów i krwi. Łowca podbiegł doń, bez chwili wahania dotknął stwierdzając, iż owa żyje, po czym widząc, że ta zdolna jest chyba chodzic, pomógł wstac.
- Nic cie nie jest ? Co tu robisz ? Kim jestes ? -zapytal. Przez chwile tylko dane mu było widzieć jej twarz. Była piękna. Nigdy nie pałał do żadnej kobiety miłościa, nie dostrzegał w żadnej urody. Ta zaś sprawiła, iż momentalnie, mimo trzaskajacego mrozu, zrobiło mu sie gorąco. Młoda niewiasta otworzyła usta mając rozpocząć odpowiedź gdy zza drzew z piekielnym okrzykiem na ustach, mieczem, który wydawał sie teraz kuty z szlachetnego metalu i wyglądzie istnego demona wybiegł Reladien.
-Giń nasienie piekieł !!! - zakrzyknął mierząc swym niechybnie wiedzminskim mieczem śmiertelne cięcie przerażonej kobiecie. Ostrze przecieło powietrze nieuchronnie zmierzajac wprost ku głowie, jednak nie doszło celu. Powietrze przeszył jęk metalu uderzającego o metal z potwornym impetem. Igryk stęknął, bardziej jednak ludzko, blokując cięcie wiedzminskiego miecza.
-Coż żeś uczynił głupcze ??? Ukatrupie tę poczware zanim zdąży zabić was wszystkich głupcy- krzyczal w gniewie wiedźmin.
-Nikogo nie skrzywdzisz, jeśli bedę musiał, to cię zabije-odpowiedzial łowca- Żadna niewinna istota nie zginie z twej ręki- zakrzyknął Gadba szarżując Igrykiem.
Wiedzmin z trudem odparowal cięcie. Skacząc wokół siebie, niczym czające sie na siebie tygrysy, zadawali raz po raz błyskawicznie, ledwie zauważalne dla ludzkiego oka ciecia.
- Nie wiesz kim ona jest, Gadba... Głupcze... -zakrzyknął Wiedzmin unikając niebezpiecznego sztycha.
Obok calkowicie zbita z tropu zasiadla driada czekając na rozstrzygnięcie walki, nie potrafiąc obrać żadnej ze stron. Wiedźmin, demonicznie szybki, a zarazem smiertelnie dokładny. Łowca, niezwykle silny, zwinny niczym Kot. Walczyli tak, jak równy z równym, gdy niespodziewanie Reladien potknął sie o niewidzialna przeszkode, zachwial. Igryk wszedł w Wiedzminskie ciało z łatwością. Na twarzy konającego nie pojawił sie jednak żaden grymas agonii. Z ust lekko potoczył on krew, po czym osunął sie na ziemie delikatnie barwiac śnieg szkarlatem. Gadba, o oczach iscie szalonych odwrócil sie do kobiety ze slowami na ustach- Nic ci już nie grozi, jesteś bezpieczna - Dostrzegł jednak, że mówi do pustej już przestrzeni.
-Gdzie...-począł po czym urwał mowiąc do Nekke, która również zniknęła z miejsca w którym znajdowała sie chwile temu. Okiem łowcy spojrzał na ślady. Doszła do niego okrutna prawda. Podbiegl ku przepaści i spojrzał w dół. Zaszlochał. Oczy zwykłego człeka nie przebiły by ciemności, aby dostrzec dokąd prowadzi przepaść. Łowca jednak zobaczył. Na dole, pareset metrow niżej nieruchomo leżała Nekke. Obok niej spoczywało truchło wielkiego wilka. Igryk, zazwyczaj nieumiejący zachować powagi, zamilkł. Gadba podniósł się z wytrzeszczonymi oczyma. Odrzucił miecz i skoczył w ziejącą otchłań.

-Brawo - lakonicznie rzekł szary kot, wychodząc z miejsca w którym był dotychczas niewidoczny. Wiedzmin, pomimo zadanej mu przed chwila śmiertelnej rany podniósł sie z ziemi i otrzepał z śnieżnego pyłu. - Jak ci sie podobał twoj syn ?- Zapytał Kot
-Heh-zaśmiał sie Reladien-dziwny osobnik. Ciekawi mnie kiedy sie obudzi. Wydaje mi sie, że jeszcze nie jest gotów do sprawowania funkcji jako Patriarcha.
-Wy bogowie-począł Gadba- Co za cyrk. Dziwne z was istoty.- Obaj zaśmiali sie odchodząc powolnym krokiem wgłąb lasu.
-EJ !!! Jeszcze ja-odezwal sie ŻywoMiecz.
Obaj zaśmiali sie raz jeszcze.

Definitywny Koniec.


Paweł Olejnik.
komentarz[0] |

Komentarze do "Wilk."



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.


© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Kerm
Engine by Khazis Khull based on jPortal


   Sonda
   Czy ewolucja idzie w dobrym kierunku?
Jasne, tylko tak dalej.
Nie mam zdania.
Nie wszystko mi się podoba, ale
Nie widzę potrzeby.
To krok wstecz.
Musisz być zalogowany aby móc głosować.

   Top 10
   Bogowie greccy
   Fantasy jako ...
   Przeznaczenie
   Apokalipsa 20...
   Wilkołaki
   Bogowie grecc...
   Legenda o kró...
   Chupacabra
   Egipscy Bogow...
   Inspiracje ku...

   ShoutBox
Strona wygenerowana w 0.027826 sek. pg: