..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
   » Menu

   » Recenzje

   Szukaj
>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago

   Statystyki
userzy w serwisie:
gości w serwisie: 0

Dzieci boga; Część 1



Stał pośród bitwy nadal nie wiedząc, co uczynić. Pomóc jednej ze stron, czy odejść. Nikt nie śmiał go zaatakować. Czuł każdą taką myśl i gasił ją w zarodku. Mógł zrobić wszystko... zabić wszystkich, albo zmusić ich do zawarcia pokoju. W jego kierunku podążała kula ognia. Znał jej cel, był nim jeden z wielu oddziałów znajdujących się na polu bitwy. On znalazł się po prostu na jej drodze. Używając tylko siły swojego umysłu rozproszył czar. Nie zastanawiał się dlaczego to zrobił, był to po prostu jeden z wielu jego kaprysów, jakie ma każdy z nas. Jego kaprysy jednak zmieniały losy wojen, zdarzyło mu się kilka razy zniszczyć całe królestwa, tylko dlatego, że obraził go jeden żołnierz. Raz, tylko dla zabawy, w przeciągu pół roku z popadającego w ruinę miasta uczynił stolicę sporych rozmiarów królestwa. Było to dawno temu, kiedy jego moc była jeszcze zaledwie ułamkiem tego co osiągnął. Choć był jednym ze zrodzonych z tej ziemi, to czas i los uczyniły go tak silnym, że stał się panem tej planety.
W końcu zdecydował… Dla kogoś patrzącego z boku nic się nie zmieniło, ale on szukał odpowiedniego miejsca. Nie spieszył się. Trwało to kilka sekund, ale zdążył przeszukać już połowę kontynentu. W końcu znalazł to, czego szukał. Była to mała jaskinia w górach które teraz są tylko niewielkimi pagórkami. Były one zbudowane z najtwardszych skał, jakie ziemia wydała ze swojego wnętrza.
Znów użył swojej woli, mógł co prawda użyć czaru, ale to byłoby łatwiejsze wyjście, nie lubił poza tym korzystać z pomocy bogów, kiedy sam doskonale dawał sobie radę. Wyskoczył w górę z taką prędkością, że w miejscu w którym stał zamiast pagórka znajdował się niewielki krater, a przez całe pole bitwy przeszła potężna fala gorącego powietrza. Półświadomie przed skokiem wzmocnił grunt, aby móc się odbić. Nie zwrócił nawet uwagi na to, że zabił setki ludzi, tak jak my nie liczymy mrówek, które zdeptaliśmy idąc przez las. Rozwinął taką prędkość, że gdyby nie to, że się przemienił spłonąłby pomimo swoich ogromnych umiejętności. Uwielbiał uczucie wolności kiedy tak leciał niczym nie skrępowany. Przed rozpoczęciem medytacji chciał zabrać energię i podążał właśnie do miejsca, które było do tego idealne. Odkrył je może przed setkami, może dziesiątkami tysięcy lat. Nasza miara czasu już dawno przestała go interesować. Był nieśmiertelny, a w czasie krótszym niż potrzebny na jeden oddech potrafił zniszczyć świat i odtworzyć go z popiołów. Uczynił tak kilka razy, by sprawdzić swoje możliwości. Nikt poza bogami nie zauważył tego, tylko kilka najpotężniejszych umysłów znajdujących się na planecie odczuło niewielki niepokój tuż po odrodzeniu.
Tylko chwilę trwała podróż do korony słońca. Czuł energię wypływającą z niższych warstw gwiazdy. Mógł tu przebywać tylko w formie niematerialnej. Niektórzy dzielą otaczający ich świat na materię i energię, ale on wiedział, że to jedność. Materia jest tylko inną manifestacją energii. Rozwinął się i rozrzedził, by móc wchłonąć jak najwięcej energii. Przypomniał sobie, że kiedyś energię konieczną do życia czerpał z jedzenia i powietrza. Było to takie nieefektywne. Teraz znajdował się wewnątrz gwiazdy pochłaniając nieprzeliczone ilości energii w czasie potrzebnym do mrugnięcia okiem.
Gdy uznał, że zebrał odpowiednią jej ilość, udał się do miejsca, które wcześniej znalazł. Nie miał ochoty na długie przeciskanie się przez małe, kręte korytarze wydrążone przez wodę. Mógł je poszerzyć, albo stworzyć całkiem nowy tunel, ale nie chciał, żeby mu przeszkadzano, więc wybrał inną opcję. Nie przemieniał się dopóki nie dotarł do groty. Wtedy dopiero powrócił do formy materialnej. Czuł energię wypełniającą każdy fragment jego ciała. Zdjął ubranie i ekwipunek. Zawinął je we wcześniej przygotowany materiał. Złożył ręce przed sobą trzymając tobołek.
Rozpoczął medytację. Powoli zapadał w hipnotyczny sen. Z każdą chwilą przejmował całkowitą kontrolę nad wszystkimi procesami odbywającymi się wewnątrz niego. Nie rozumiał ich, ale wiedział jak je kontrolować i co może osiągnąć przez manipulacje. Rozpoczęła się przemiana.

*****

Obudził się nie wiedząc ani kim, ani gdzie jest. Był nagi, jedyne co miał to tobołek trzymany w rękach. Gdy dotknął rogu materiału tobołek sam się rozwinął, by po chwili rozsypać się w proch. Zawartość nie wyglądała imponująco. Z ubrań były tam bielizna, skórzane spodnie, jedwabna koszula, długi płaszcz i skórzane buty. W materiale było coś dziwnego, nie potrafił jednak powiedzieć co. Poza tym znalazł długi sztylet i mieszek ze złotymi monetami. Dopiero teraz zaczął się rozglądać. Do jaskini, w której się znajdował nie wpadał ani jeden promień światła, ale nie stanowiło to dla niego żadnej przeszkody. Rozróżniał kształty i kolory jakby był to środek dnia. Ubrał się bez pośpiechu i zaczął iść w kierunku powierzchni.
Nie wiedział skąd, ale wiedział którą drogę wybrać. W końcu stanął nad brzegiem podziemnej rzeki. Tylko chwilę zastanawiał się, zanim do niej wskoczył. Płynął z prądem i po pewnym czasie zobaczył słońce. Jego organizm był wyczerpany. Czuł się pusty. Przebywał pod wodą bardzo długo, a mimo to nie utonął. Nie zastanawiał się dlaczego jeszcze żył, wiedział że nie umrze. Ucieszył się, widząc słońce. W jego umyśle drgnęła jakaś struna, obudziło się w nim jakieś niejasne wspomnienie, by chwilę potem znów uciec w mroki jego umysłu. Dryfował na powierzchni rozkoszując się ciepłymi promieniami muskającymi jego twarz. Pod ich wpływem przemijało zmęczenie. Nie wiedział jak długo niósł go nurt., ale w pewnym momencie w jego umyśle znów coś się poruszyło. Poczuł dziwne ukłucie. Chwile później usłyszał głosy. Wiedział, że wcześniej nie słyszał tego języka, ale rozumiał słowa, jakby znał je od zawsze. Byli to rybacy, łowiący ryby w niewielkich łódkach. Gdy jeden z nich zauważył go zaczął krzyczeć: - Tam jest człowiek! Chyba jeszcze żyje, wyciągnijmy go z wody.
Poczuł zmęczenie i zimno. Zanim zapadł w sen ogarnęło go zdziwienie, zdążył zapomnieć co to znaczy być człowiekiem.
Obudził się w łóżku. Leżał nagi przykryty kilkoma kocami. Rozejrzał się po pokoju w którym się znajdował. Od razu zauważył swoje rzeczy leżące na krześle stojącym w rogu. Pokój był niewielki, ale urządzony ze smakiem. Łóżko stało przy ścianie pod oknem, zaraz obok stał drewniany kredens. Po przeciwnej stronie pokoju stała duża szafa.
- Panie, widzę że się obudziłeś. – powiedziała młoda kobieta wchodząca do pokoju.
- Tak. Mogę dowiedzieć się gdzie jestem? – Wiedział, że jeszcze musi grać swoją rolę, był jeszcze zbyt słaby.
- Zawołam ojca. Dobrze widzieć, że wraca pan do zdrowia. – wychodząc uśmiechnęła się do niego.
Dziewczyna wyszła z domu i po jakimś czasie wróciła ze starszym mężczyzną.
- Dzień dobry. – powiedział mężczyzna.
- Dzień dobry. – odpowiedział po dłuższej chwili. – Czy można by otworzyć okno?
- Nie sądzę, żeby był to najlepszy pomysł, był pan nieprzytomny przez dwa dni.
- Dwa dni... – powtórzył zamyślony. Jego myśli błądziły wokół słońca. Chłonął energie z niego płynącą.
- Widzę, że jest pan jeszcze zdezorientowany. Proszę odpoczywać. – wyszedł mając na twarzy wymalowana niepewność.
- Przynieść panu coś? Na pewno jest pan głodny. – dziewczyna wyszła, zanim zdążył odpowiedzieć.
Uśmiechnął się do siebie kiedy wychodziła. Miała naprawdę ładną kibić. Jej biodra lekko falowały kiedy wychodziła z pokoju. Po jakimś czasie wróciła trzymając w rękach talerz gorącej zupy.
- Proszę jeść. – podała talerz i łyżkę, po czym odwróciła się i zaczęła iść w stronę drzwi.
- Poczekaj chwilę.
Odwróciła się i spojrzała mu w oczy. W jej wzroku było coś smutnego, wiedział, że coś ja niepokoi. Nie wiedząc właściwie czemu, chciał z nią porozmawiać. Wziął do ust łyżkę i płyn rozlał mu się po ustach by po chwili spłynąć w dół przełyku.
- Bardzo smaczna zupa. Sama gotowałaś?
- Tak. – odpowiedziała opuszczając wzrok i rumieniąc się.
- Usiądź proszę. Nie chce teraz być sam. – choć ta część jego umysłu była uśpiona, to jednak wiedział, że czeka go bardzo długi czas samotności.
- Proszę zjeść zanim ostygnie.
Miała opuszczoną głowę, ale co jakiś czas spoglądała na niego. Kiedy skończył jeść w końcu odezwała się.
- Mam na imię Alesja. – powiedziała niepewnie i stała czekając na moją odpowiedź.
- Nie wiem jak mam na imię. Więc wybacz, że się nie przedstawię.
- Przykro mi. Zapewne Zakon Ognistego miał z tym coś wspólnego. – jej oczy wyrażały strach i ogromny żal. Zamilkła przestraszona i przygryzła wargę, jakby obawiając się, że powiedziała za dużo. – Uciekaj panie przed nimi. Ty możesz uciec. Nie masz tutaj rodziny, więc ona nie zapłaci za twoją ucieczkę. – znów zamilkła i zakończyła cicho – Ja nie mogę zrobić tego mojej rodzinie.
- Kiedy przyjdzie tutaj któryś z nich? – powiedział to bardzo spokojnym głosem.
- Na początku przyszłego miesiąca. – powiedziała patrząc mu w oczy – Wtedy mnie zabiorą. – i uciekła już płacząc.

Wróciła dopiero wieczorem. Oczy nadal miała czerwone. Przyniosła mu kolacje. Na talerzu leżały dwie pajdy chleba i kilka wędzonych ryb. Po pokoju rozniósł się bardzo przyjemny zapach.
- Mogę cię nazywać Griss? – powiedziała podnosząc na chwilę wzrok.
- Nie przeszkadza mi prawie żadne imię. Więc od teraz jestem Griss. – uśmiechnął się. – Mogę cię o coś zapytać?
- Pytaj. – westchnęła i usiadła na krześle obok łóżka.
- Dlaczego masz zostać zabrana przez ten zakon?
- Więc naprawdę nie wiesz? – jej oczy wyrażały zdziwienie – Oni rządzą wszystkim. Co jakiś czas zjawiają się w naszej wiosce i wybierają jedną, dwie osoby. Nikt nie wraca. Za dwa tygodnie ja odejdę. – splotła swoją dłoń z jego i patrząc mu w oczy powiedziała. – Odejdź zanim przyjdą. Możesz im uciec...
Zapragnął jej, chciał jej w tym momencie. Nie musiał jej zmuszać do niczego, pragnęła go. Coś wewnątrz powiedziało mu, że nikt im nie przeszkodzi.
Nie przeszkodził. Pocałował ją, a ona odwzajemniła się tym samym. Położył ją obok siebie obejmując w talii. Oderwał swoje usta od jej i spojrzał głęboko w oczy gładząc jej miękkie włosy. Nachylił się całując ją delikatnie w usta, po czym przeciągnął wargami po jej policzku i pocałował w szyję. Jej ciało przeszył dreszcz, zaraz po nim następny, kiedy to zaczął całować i delikatnie gryźć jej ucho. Jego ręka powędrowała ku jej jędrnej, młodej piersi i zaczęła ją pieścić...
Przez krótki czas byli jednością, nie tylko fizycznie. Ich jedność była o wiele głębsza, ich umysły na krótki moment się zjednoczyły. Ten moment był jednak dla nich całą wiecznością...
Nie wiedzieli ile to trwało, ale się skończyło. Wewnątrz niego obudziła się kolejna jego cząstka i świadomość samotności zadała mu niemal fizyczny ból. W tym momencie był bardziej samotny, niż w każdym innym. Dopiero się budził i nie czuł jeszcze pełni jedności z tym światem. Alesja tuliła się do niego, on jednak nie objął jej. Delikatnie wyplótł się z jej ramion, wstał i założył koszulę i spodnie. Czuł jej wzrok na swoich plecach. Nie odwracając się wyszedł na zewnątrz.
Stanął przed sporą, zadbaną chatą. Na dworze przywitało go pięknie świecące słońce. W okolicy krzątało się zaledwie kilkoro ludzi. Reszta wypłynęła pewnie na połowy. Jakiś starszy mężczyzna uczył kilku chłopców jak pleść sieci.
Spojrzał prosto w ognistą kulę i zaczął chłonąć energię. Zapragnął być w jej wnętrzu, choć zdawało mu się to niemożliwe w tym momencie. Stałby tak bez końca, gdyby nie dłoń na jego ramieniu.
- Panie powinieneś wrócić do chaty. Dopiero co wyszedłeś z łoża. Nie powinieneś... – przerwał jej.
- Nie potrzebuje odpoczynku. Jestem już zdrowy. – po czym dodał używając już telepatii – Jesteś w ciąży. Nie obawiaj się, nikt ci teraz nie zaszkodzi.
- Ale zakon...
Znów jej przerwał: - Zakon Ognistego nic ci nie zrobi. Teraz mogą cię skrzywdzić tylko bogowie.
- Za Zakonem stoi potężny Melor.
Śmiech jaki wydobył się z jego ust nie mógł być bardziej szczery. Nie śmiał się tak od niepamiętnych czasów. Już widział kim jest i że prawdziwa moc dopiero przyjdzie. Budził się i był już tego świadom.
- Nie martw się. Melor nic ci nie zrobi. Nie zabije własnego dziecka i jego matki. – myśl ta była dla niego tak zabawna, że ledwo utrzymywał się na nogach. W końcu nie utrzymał równowagi i padł na kolana. Śmiał się jeszcze przez długi czas. Kiedy znów zaczął zwracać uwagę na świat zewnętrzny był już wieczór.
Alesja siedziała na ławce koło chaty. Gdy zauważyła, że Griss przebudził się odezwała się do niego używając swojego umysłu:
- Kim jesteś. Czuje się inaczej, jestem inna...
- Więc i ty się budzisz. Dobrze. Odkrywasz swoje nowe możliwości. Tylko przez chwilę nasze umysły były połączone, ale i tak w ludzkich kategoriach jesteś potężna. Za tydzień powinnaś być w stanie pokonać Zakon Ognistego tylko siłą własnego umysłu. Nauczę cię kontrolować tą moc, a ty nauczysz kontrolować ją nasze dziecko.
- Czuję nowe życie rozwijające się we mnie.
- Chodź – wyciągnął do niej rękę. Wahała się tylko chwilę. Odeszli w kierunku rzeki...

Powrócili dzień przed przybyciem przedstawiciela zakonu. Ludzie z trudem rozpoznali w nich te same osoby, które odeszły niecałe dwa tygodnie wcześniej. Emanowała od nich siła. Ludzie znający się na magii rozpoznali od razu jej charakterystyczną aurę. Aurę tak potężną, że przyćmiewała swoją ilością i czystością wszystko co znali ówcześni ludzie.
Mieszkańcy wioski nie wiedzieli jak się zachowywać wobec Alesji. Griss był obcym, ale ona niecałe dwa tygodnie wcześniej stanowiła jeszcze część tej społeczności.
- Teraz rozumiem twoją samotność. – powiedziała.
- Nie. Teraz masz blade pojęcie, jak się czuję.
Następnego dnia przybył przedstawiciel Zakonu Ognistego. Oczekiwali go bez większych emocji, wiedzieli kiedy nadejdzie i że pokonanie całego zakonu zajmie jej zaledwie kilka chwil. On nie widział potrzeby interwencji. Poza tym bogowie nie lubili, kiedy wtrącał się w życie śmiertelnych. A nie był jeszcze gotowy do walki z nimi, widział że nigdy tak naprawdę nie będzie.
Zakonnik stanął przed Alesją wypowiadając jakieś banały o poddaniu się jego woli. Pozwoliła mu dokończyć monolog przygotowując się do ataku. Tego zakonnika mogła zabić na setki sposobów jednocześnie robiąc dziesięć innych rzeczy, ale chciała w jednym ataku zgładzić cały zakon. Gdy monolog dobiegł końca nastąpił koniec. Mnich stojący przed nią padł martwy na ziemię. Tak samo jak tysiące, dziesiątki tysięcy innych. Przeżyło tylko kilkaset wybranych więźniów zakonu...
Alesja z pomocą Grissa odnalazła dużą wyspę oddaloną od pozostałych. Stał się on domem Alesji i byłych więźniów Zakonu Ognistego. Melor pozostał ze swoim synem na ziemi przez wiele lat. Pomagał i nauczał. Gdy stwierdził, że jego pomoc nie jest już potrzebna odszedł by znów napełnić się energią Przeszedł w formę energetyczną i udał się w kierunku Słońca. Gdy tam dotarł zatopił się w koronie słonecznej delektując się każdą cząstką energii, którą pochłaniał.

Gdy powrócił na ziemię odkrył, że niewielki ludek, który pozostawił na wyspie urósł w siłę i liczbę. Wyczuwał wśród nich swoich potomków. Było ich setki tysięcy. Żyli na tej samej wyspie, choć teraz był to niewielki kontynent. Ludek stał się ludem, który był ignorowany przez resztę ludzi, ale była to decyzja Wybranych, jak sami siebie nazwali. Ucieszył się widząc, że jego potomstwo jest szczęśliwe.
Znalazł odpowiednie miejsce i zapadł w trans...

Sancho.
komentarz[2] |

Komentarze do "Dzieci boga; Część 1"



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.


© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Kerm
Engine by Khazis Khull based on jPortal


   Sonda
   Czy ewolucja idzie w dobrym kierunku?
Jasne, tylko tak dalej.
Nie mam zdania.
Nie wszystko mi się podoba, ale
Nie widzę potrzeby.
To krok wstecz.
Musisz być zalogowany aby móc głosować.

   Top 10
   Bogowie greccy
   Fantasy jako ...
   Przeznaczenie
   Apokalipsa 20...
   Wilkołaki
   Bogowie grecc...
   Legenda o kró...
   Chupacabra
   Egipscy Bogow...
   Inspiracje ku...

   ShoutBox
Strona wygenerowana w 0.029560 sek. pg: